Odkrywając Świat Gier: Pierwsze Kroki z Prasą Gamingową

Pisząc ten artykuł, musiałem cofnąć się pamięcią do czasów, gdy telewizory były grube jak cegły, a joysticki przypominały coś, co bardziej nadawałoby się do pilotowania myśliwców. Na początku lat dwutysięcznych o gamingu dowiadywało się z czasopism o grach, nie z Internetu, który był wtedy tak dostępny, jak jednorożce w lokalnym zoo - sic. Może nie aż tak ;-)

Odkrywając Świat Gier: Pierwsze Kroki z Prasą Gamingową

Zanim odkryłem magazyny growe

To nie jest tak, że od czasopism growych zależało to, czy w coś zagram, czy też nie. Tak naprawdę nawet ich odkrycie nie odgrywało większej roli, jak tylko zaspokojenie mojej ciekawości — która zresztą i tak wzmagała się z każdym kolejnym ujrzanym przeze mnie screenem. Przez ten czas odwiedzałem kolegów, którzy dysponowali lepszym komputerem ode mnie i obrzydliwie wielką kolekcją gier. Po zajęciach lekcyjnych ogrywaliśmy różności, takie jak Age of Empires 2 z czeskim dubbingiem czy Zeus Pan Olimpu. Krótko po tym obie gry pożyczyłem, z czego jedna z nich przycinała się na moim sprzęcie w trakcie dialogów. Nie zniechęcało mnie to jednak, ponieważ prócz tych gier, nie miałem żadnych innych.

Gry - sprawdź opinie
Gry - porównaj ceny

Moje pierwsze zetknięcie z pismem o grach

Pierwsze pisma należały do mojego brata. Jeśli pamięć mnie nie myli, były spóźnionym prezentem urodzinowym — podpowiada to data wydania konkretnych numerów. Niestety wszystkie przepadły z upływającym czasem * (wszystkie z tamtego okresu). Pamiętam, że byłem niezwykle podjarany zarówno pismem, jak i dołączonymi płytami. Widziałem na okładkach postacie z gier, które wcześniej ujrzeć mogłem jedynie w telewizji Hyper. Nie znałem się na wymaganiach sprzętowych, zatem rozczarowanie miało dopiero nadejść. Z wszystkich gier na dołączonych płytach uruchamiały się jedynie minigry.

Produkcje niezależne, tworzone jak mniemam przez studentów. Bardzo rzadko zdarzało się, że na krążkach były gry spełniające wymagania mojego sprzętu. To, co mogłem na tamten moment zrobić, to odpalić bardziej wymagające gierki u znajomego. Pierwszym pismem, które trafiło w moje ręce, był Reset CD. Kojarzycie słynnego Atora? Tego od spiskowych teorii i kanału wideorecenzje? W tamtym okresie należał on do redakcji Resetu. Nie wiem, czy moja opinia będzie obiektywna, ponieważ opisuje swoje wrażenia z początków lat 2000, ale teksty wydawały się urzekające, niekiedy dające odczuć nutkę grozy — tj. w przypadku Vampire Masquarade Redemption. Do dzisiaj w głowie tkwi mi akapit, gdzie autor tekstu nakreśla jak wspaniale grać w to podczas nocy.

Moloch wśród pism o grach

Niestety Reset długo się nie utrzymał. Dokładnie rok po otrzymaniu pierwszego numeru (a dokładnie sierpniowego, 2000), czasopismo to upadło. Czytelnicy sztucznie przytrzymywali przy życiu Reset w formie e-zina, ale i ten zakończył swą działalność w 2007 roku. Zatem Reset CD upadł, a jego miejsce w mym serduszku musiało przejąć inne pismo. Ciężki był wybór i niejednoznaczny. Pisma o grach komputerowych były czymś, co potrafiło człowiekowi zrobić dzień. W czasach gdzie kupowało się kartridże na targach za 20 złotych, oglądało poczynania kolegów zza pleców lub w telewizji, gdzie internet dopiero raczkował, a większe portale dopiero co miały w planach rezerwacje swych domen. Minęło troszkę czasu, nim przyszło mi przeglądać strony kolejnego czasopisma. Do gazetki dołączono 3 płyty CD, zatem na bogato.

Wytłoczono na nich pełną wersję Evil Islands, kilka dem w tym wspomniany wyżej Vampire the Masquerade i 15 minigier, które paradoksalnie interesowały mnie wówczas najbardziej ze względu na komputer, jakim dysponowałem w tamtym okresie. KŚG prócz płyt w plastikowym pudełku z zachęcającą do kupna okładką posiadał też ciekawe teksty, szczegółowe tabele z wymaganiami sprzętowymi, krzyżówkami czy działem z listami od czytelników — to ostatnie było dostępne w zasadzie niemal w każdym piśmie tego pokroju. Kolejny rok był dla mnie bardziej łaskawy, gdyż mogłem dzierżyć w swych dłoniach zarówno KGŚ, jak i CD Action, wydanie 2/2002. Moja biblioteczka gier powoli się poszerzała o kolejne pełniaki tj. Midnight Racing czy Gunlok. Były też wersje demonstracyjne: Empire Earth, Echelon, Soul Reaver 2 czy Serious Sam 2. Premierę miał Kamień Filozoficzny z uniwersum Pottera, a Gothic zbierał oklaski wśród recenzentów.

CD Action przewyższał konkurencję pod względem jakości tekstów i jej ilości. Inne pisma raczej kierowały swoje treści do młodszych odbiorców. CDA natomiast nie szczędziło sobie ciętych ripost, porównań politycznych czy publikacji tekstów napisanych przez czytelników. Pismo to jako jedno z pierwszych tłoczyło na swoich nośnikach e-ziny stworzone przez swych odbiorców. Co prawda istniały podobne projekty na płytach innych pism, ale nie na tak wielką skalę. Dla osób, które nie dysponowały łączem internetowym, była to szansa doświadczenia, chociaż namiastki sieci — szkoda że jedynie w trybie offline. Niestety ze względu na wysoką cenę pisma, nie często je kupowałem. Musiałem znaleźć tańszy odpowiednik, który zgadzałby się z moim miesięcznym budżetem — czyt. kieszonkowym.

Ostatnie dobre wspomnienie, Click!

Trzeba przyznać, że z Clickiem spędziłem najwięcej czasu. Pamiętam jak co miesiąc przed szkołą odwiedzałem pobliski korporter w celu zakupienia świeżo wydanego numeru. Czekał na mnie w szkolnym plecaku przez wszystkie zajęcia lekcyjne i co 45 minut przypominał mi, że niedługo zostanie rozpakowany z tej eksluzywnej folii. Skutecznie mnie to rozpraszało, ale chęć posiadania pisma była silniejsza. Gdybym miał być szczery, ciężko mi określić jaki numer pojawił się u mnie w pierwszej kolejności. Chyba specjalne wydanie Fantasy z ogromnym plakatem Warcrafta III. 

Jako dzieciak byłem nieśmiały. Pewnego dnia zauważyłem, że na wystawie w kiosku leży oparty numer z wyzywającą okładką. Była na niej atrakcyjna Rayne. Miałem dylemat czy sprzedawczyni wyda mi to pismo, ponieważ kobieta była półnaga. Jak się okazało, strach miał wielkie oczy, ponieważ pismo wydano mi bez jakichkolwiek obiekcji. Szybko uświadomiłem sobie, że załoga Clicka lubi takie ilustracje dodawać, chociażby w niebieskiej skrzynce, czyli w dziale listów od czytelników. Niewiele dłużej Click! zorganizował konkurs MMS któy polegał na sfotografowaniu pisma na tle czegoś orginalnego. Co więc zrobiłem? Oczywiście że wziąłem udział. Wcisnąłem wszystkie pisma jakie posiadałem do lodówki, pstryknąłem zdjęcie telefonem (Sony Ericsson K300i) i wygrałem Virtua Tennis 3! Wygrałem nie dlatego że zdjęcie było wielkim dziełem. Zwyczajnie w pierwszej edycji konkursu było zbyt mało chętnych. 

Małymi kroczkami Click! tracił na sile. Rewolucja nośnikowa wymusiła na piśmie rezygnacje z płyt CD. W ostatnim takim numerze uprzedzono czytelników o rygorystycznej zmianie, ale nie każdy przecież specjalnie będzie wymieniał stacje. Podobny zabieg zrobiły też inne pisma tego pokroju, ale kto wie, czy nie był to jakiś nowy standard w wydawnictwie Bauera. Stacji nie posiadałem, ale pisma w dalszej kolejności kupowałem. Wiedziałem, że prędzej czy później będę musiał się w takową wyposażyć i w końcu uruchomię płyty dołączone do magazynu. W ten sposób zostałem posiadaczem takich gier jak Kill Switch, Guilty Gear X2 czy Shangai Dragon. Pismo miało też swoją maskotkę, Clickersa, którego wykorzystano w redakcyjnej produkcji platformowej.

Pod koniec 2008 roku Tymon Smektała wraz z załogą zdecydowali się całkowicie odmienić design. Nie wiem, czy już wtedy było wiadomo, w jakim kierunku to zmierza, czy miała to być próba odratowania pisma, czy zwyczajnie uznano, że pora skierować treści w stronę dojrzalszych odbiorców (Bo przecież wielu dorastało z ich pismem w dłoniach). Po sieci krążyło wiele teorii, a forum wręcz wrzało od zapytań — co z naszym Clickiem?! Wielu nie mogło uwierzyć, niektórzy podobnie jak w przypadku Resetu usiłowali sztucznie utrzymać ruch na stronie. Sam miałem okazje napisać kilka newsów, gdyż administrator rozdawał uprawnienia do ich dodawania bardziej aktywnym użytkownikom. Szczerze mówiąc, nie wspominam końcówki pisma zbyt dobrze. Ba, odniosłem wrażenie, że recenzenci nie byli zbyt zżyci z czytelnikami, bo na forum ich aktywność ograniczała się do całkowitego minimum.

Pomimo wielu rozczarowań, był czas, gdzie prasa gamingowa wywoływała na mnie wiele pozytywnych emocji. Zawsze wewnątrz pism czyhały jakieś smaczki, które potrafiły cieszyć przez długie dni, a nawet tygodnie. Ich świetność niestety minęła, a z wszystkich, które czytałem, został jedynie CD Action, który i tak już nie jest miesięcznikiem, a jedynie kwartalnikiem i to po zawrotnej cenie. Chciałbym znów poczuć się jak siedmioletnie dziecko i kupić świeżo wydany magazyn z wytłoczoną płytą. Co z tego, że mój laptop nie dysponuje stacją. Tym razem kupiłbym ją wraz z czasopismem, ot tak, dla czytsej przyjemności.

Jaka jest Twoja reakcja?

like

dislike

love

funny

angry

sad

wow